sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 2

Siedziałam za kasą i zajadałam się winogronem. Nie było zbyt dużo klientów, więc postanowiłam zrobić krótką przerwę. Ciekawe jak Marnie minęła wczoraj randka z Ryanem. Miała zjawić się dopiero za godzinę, ale postanowiłam ją dokładnie i z szczegółami przepytać jak tylko się zjawi. W sobotę nieźle wypiła więc zastanawiałam się jak czuła się następnego dnia. Widok Ryana jej to pewnie zrekompensował. Ja całą niedzielę przeleżałam przed telewizorem, albo nad książką. Wzięłam się nawet za sprzątanie, mimo że była niedziela. Strasznie mi się nudziło, a nie miałam co robić. Marnie na randce a Zack u Sary. Zostałam sama. Nie miałam już nawet o czym myśleć. John siedział na zapleczu i rozpakowywał książki z folii. Miałam zamiar wstać i iść mu pomoc, gdy właśnie ktoś wszedł do środka. Szybko odłożyłam pudełeczko z winogronem pod ladę i poprawiłam blado niebieski sweterek. Podniosłam głowę i szybko złapałam się lady. Justin stał nadal w progu i rozglądał się w poszukiwaniu czegoś. Ruszył do przodu i spojrzał w moją stronę. Uśmiechnął się i wolnym krokiem podszedł do lady by znaleźć się na przeciwko mnie. Zdążyłam o nim zapomnieć a on się tu pojawił. Wyglądał inaczej, lepiej niż przedwczoraj.
-Ronnie? Pracujesz tu? Co za miła niespodzianka.
-Ehm, tak.. Pomóc Ci ?- miał piękny uśmiech, ale to akurat zapamiętałam. Poczułam, że powoli zalewa mnie róż. To wina mężczyzny stojącego przede mną.
-Hm, szukam czegoś dla pięciolatka. Chłopiec. - Co?? On ma syna? Nie.. jest za młody. Ile on ma lat? Wyszłam szybko zza lady i ruszyłam w stronę przedziału, gdzie znajdowało się mnóstwo dziecięcych książek. Chłopak podążył za mną. Pokazałam ręką po całej przestrzeni, żeby pokazać mu w jakim obszarze ma szukać. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, więc postanowiłam zostawić go samego. Zareagował gdy zdążyłam zrobić półtora kroku.
-Mogłabyś pomóc? W ogóle nie mam o tym pojęcia. - odwróciłam się i mimowolnie uśmiechnęłam. Patrzył na te książki jakby pierwszy raz je widział. Popatrzyłam na niego pytająco a on po chwili postanowił uprościć mi sprawę.
-Dla siostrzeńca, na urodziny- no tak, siostrzeniec. Ulżyło mi, chociaż nie wiem dlaczego, co mnie on obchodził. Ale ta wiadomość mnie pocieszała.- Siostra kupuje mu dużo książek. Sam lubi książki, więc.. W ogóle się na tym wszystkim nie znam. Nie wiem czy to w ogóle dobry pomysł. - gadał jak najęty. Mogłam mu się dobrze przyjrzeć. Był na prawdę wysoki. Dużo wyższy ode mnie. Jego jasne włosy ułożone były w nieładzie nadającym więcej uroku. Miał piękne usta, takie pełne. Dziś także dało się zauważyć, że siłownie odwiedza dość często. Był nieźle umięśniony a niebieski kolor koszulki bardzo do niego pasował. Tak jak i mój sweterek. Czy on widział, że tak intensywnie mu się przyglądam?
-Ile ma lat?
-To jego piąte urodziny.
-To powinno się mu spodobać- Podeszłam do jednego z regałów stanęłam na palcach by chwycić książkę. Arogancko się uśmiechał. Przyłapał mnie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że robi na mnie nie małe wrażenie. Wręczyłam mu książkę do ręki i ruszyłam za ladę, gdzie znajdowałam się zanim się tu znalazł. Ruszył za mną i znowu staliśmy twarzą w twarz, chodź nie do końca, bo był znacząco wyższy.
-Jak się czujesz?- oparł się łokciami o ladę i lekko pochylił w moim kierunku. Mówił o sobocie. Byłam pijana i o to mu teraz chodziło. Szkoda, że dziś nie jestem tak śmiała jak tamtego wieczoru.
-Dobrze. Bardzo dobrze- także się uśmiechnęłam. Przez chwilę oby dwoje się do siebie szczerzyliśmy patrząc prosto w oczy. Nie wytrzymałam i jako pierwsza spuściłam wzrok nabijając cenę książki.
-Zastanawiałem się, czy jeszcze Cię zobaczę
-To masz już odpowiedź- uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Miałabyś ochotę się umówić?
-Co?- bawiła go moja zaskoczona mina.
-Chyba mi nie odmówisz, co?- tak ślicznie się uśmiechał. On cały czas się uśmiecha. Nie bolą go policzki? Sięgnęłam pod ladę po małą neonową karteczkę i długopis. Zapisałam na niej mój numer i niepewnie wręczyłam ją Justinowi.- 34,99- dodałam. Justin spojrzał na karteczkę i uśmiechnął się sam do siebie, przymrużając oczy. Chyba zdawało mu się, że będzie ze mną trudniej. I na ogół tak zawsze było, ale polubiłam go. Byłam wdzięczna za pomoc.
-Ronnie, możesz mi pomóc?- usłyszałam zbliżający się głos Johna. Oby dwoje skierowaliśmy na niego wzrok, gdy pojawił się tuż przy nas. Skierowałam wzrok z powrotem na Justina. Obaj patrzeli na siebie wrogim wzrokiem, a  Justin automatycznie się wyprostował. Oby dwoje zaskoczeni byli swoją obecnością. Po chwili Justin z powrotem zwrócił uwagę na mnie, a jego uśmiech wrócił na swoje miejsce. Już chciał coś powiedzieć, ale John ponownie mu przerwał.
-Ronnie, jesteś potrzebna na zapleczu.- John nie dawał za wygraną.
-Nie widzisz, że jest zajęta? Mógłbyś zostawić nas samych.- Justin odwarknął w jego stronę. Ewidentnie za sobą nie przepadali. Co za dziwna sytuacja. John skierował się w stronę drzwi wejściowych i po chwili znalazł się na zewnątrz.
-Odezwę się- odwarknął, wręczył mi pieniądze i chwycił za reklamówkę, po chwili także i on zniknął za drzwiami. Zostałam sama.

*

Wzięłam się za rozpakowywanie reszty książek. Johna jeszcze nie było. Gdy obok mnie znalazły się już dwie spore stosy usłyszałam jak drzwi od strony magazynu mocno trzaskają. Wstałam gwałtownie a w progu zaplecza pojawił się brunet. Otarł noc wierzchem dłoni i wszedł do środka.
-Jezu Chryste, co Ci się stało. -ruszyłam z podłogi i  podeszłam do niego. Szybko złapałam jego twarz w dłonie. Z nosa powoli leciała krew.
-Powinienem dziękować Bogu, że w miarę mnie oszczędził.
-Kto?- Justin? Jezu, to przecież nie możliwe. Odsunął się ode mnie i podszedł do umywalki.
-Ten twój chłoptaś
-Justin? W sumie to go nie znam.
-Ja za to go znam. I dziwne, że potraktował mnie aż tak łagodnie. Zazwyczaj kończy się szpitalem.
-O czym  Ty mówisz?- Puścił wodę i delikatnie wycierał krew, która ciekła mu po ustach i brodzie.
-Ten gościu potrafi nieźle się bić. Ściga się i jest serio niebezpieczny, nie radziłabym Ci się z nim zadawać. Źle to się dla Ciebie skończy.
-Ale..
-Po prostu mnie posłuchaj. Daruj go sobie. On nie jest dla Ciebie!

*

Wsadziłam opłukaną szczoteczkę do kubeczka i rozczesałam włosy. Byłam taka wykończona, że nie miałam siły na nic. Poszłam do pokoju i zanurzyłam się pod kołdrą. Od razu zgasiłam nocną lampkę i wpatrywałam się w ciemny sufit. Przez resztę dnia w pracy nie mogłam się skupić. Cały czas myślałam o Justinie. Przecież on uderzył Johna za to, że przeszkodził nam w rozmowie. Ten chłopak jest nie normalny. Biedny John. Tak strasznie żałuje, że dałam mu swój numer, nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Postanowiłam, że wezmę do siebie słowa bruneta i dam sobie z nim spokój. Może on rzeczywiście nie jest dla mnie. Nie chcę wpakować się w jakieś bagno. Ewidentnie się znali, więc John musiał mówić prawdę. Ale ciekawe co się stało, John nie chciał powiedzieć kompletnie nic. Ten człowiek to tylko problem. Lepiej o nim zapomnieć. Jestem taka wściekła, jak można zrobić coś takiego. Nie rozumiałam go. Dla mnie był taki miły. Tak pięknie się uśmiechał i był niebiańsko przystojny. Przez tak krótki czas zdążyłam go polubić. Chciałabym przyjąć jego propozycje i się z nim umówić, ale czuję że to się dla mnie źle skończy. Muszę o nim zapomnieć. Próbowałam wyrzucić go z moich myśli, więc skupiłam się na czymś innym. Dziś rozmawiałam z Marnie, była taka szczęśliwa. Ryan organizuje w sobotę imprezę u siebie w domu i Marnie dostała zaproszenie. Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że ja też jestem zaproszona. Nie znam go jeszcze ale to brat Sary i idą tam razem z Zackiem. Marnie mu trochę o mnie opowiadała i chciał mnie poznać. Nie miałam pojęcia w co się ubrać. Co zakłada Marnie? Nie było jeszcze tak późno więc wyciągnęłam spod poduszki komórkę, żeby napisać sms'a do Marnie. Zamarłam gdy sekundę przed kliknięciem na ekranie wyskoczyła mi wiadomość.  Numer był nieznany, ale otworzyłam zawartość.
"Cześć skarbie."
Wiedziałam. Wiedziałam, ze to Justin, a tak łatwo udało mi się zmienić bieg moich myśli. Nie mogłam odpisać. Szybko wsadziłam telefon z powrotem pod poduszkę. Ta cała sytuacja z jego osobą jest dziwna. Ale wiedziałam, ze nie będzie tak jak dawniej. Myśl o nim powodowała dziwne uczucie w moim brzuchu. Dźwięk otrzymanego sms'a powtórzył się.
"Odezwij się, jak tylko będziesz mogła. J x"
Nie. Wyłączyłam komórkę i odłożyłam ją na szafkę nocną. Dziękowałam Bogu, że ten dzień był wyczerpujący i byłam tak zmęczona, że nie miałam czasu za dużo myśleć. Ale on nadal siedział w mojej głowie. Czego ode mnie chciał? Z jego obrazem gdzieś daleko w mojej głowie odpłynęłam w nieświadomość.

5 komentarzy:

  1. Świetny ♡ Nie mogę się doczekać następnego; *

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje <3
      kolejny pojawi się pod koniec tygodnia :)

      Usuń
  2. wciągający, na prawdę. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi sie ;D ciekawe, wciagajace...
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie -> http://hopeisabitches.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń