niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 3

Cały wtorek i środę przepracowałam. Ale nie było tak źle, ruch był średni. John nie chciał już ze mną rozmawiać na temat Justina, więc postawiłam sobie darować, i tak nic z niego bym nie wyciągnęła. W sumie dobrze. Już to zakończyłam. Pisał i wczoraj i przedwczoraj, ale ja ignorowałam wiadomości. Nawet nie powiedziałam o tym Marnie. Siedzieliśmy teraz w trójkę i piliśmy kawę, to znaczy ja herbatę, nie przepadam za kawą. Spojżałam na zegarek. Była już 15:00, koniec na dzisiaj.
-Ja się zbieram- wzięłam ostatni łyk herbaty i wstałam. Noga, na której cały czas siedziałam, zesztywniała, a "mrówki" były nie do zniesienia.
-Do jutra.- odezwała się Marnie i wstała, żeby ucałować mnie w policzek. Zabrałam kubek z blatu i uśmiechnęłam się do Johna, który ruszył za mną. Wstawiłam naczynie do zlewu na zapleczu. John miał już w rękach mój płaszcz. Trzymał go przede mną, abym wsadziła ręce w rękawy. Zawiązałam sznureczek i przełożyłam przez ramię torebkę. John podszedł do mnie i powoli położył swoją dłoń na moim policzku. Bałam się co chce zrobić, wzdrygnęłam się. Chyba to wyczuł.
-Do zobaczenia- złożył szybkiego buziaka na moim wolnym policzku i odsunął się.
-Do jutra- wymusiłam uśmiech i pchnęłam drzwi na zapleczu. Na zewnątrz wiał chłodny, przyjemny wiaterek. Włozyłam w uszy słuchawki i puściłam pierwszą piosenkę z mojej listy. Telefon wpakowałam do kieszeni. Zauważyłam, że na tyłach sklepu stoi jakoś więcej samochodów. Dokładnie jeden. Duży i czarny. Przymrużyłam oczy i zauważyłam, że ktoś w środku pochyla się i nie widzę jego twarzy. Nagle chłopak podniósł głowę, i zauważyłam znajomą twarz. Justin. Ruszyłam szybko w stronę mojego samochodu, stronę przeciwną do niego. Nie chciałam z nim rozmawiać, nie chciałam go widzieć. Zakończyłam już tą znajomość. Miałam nadzieję, że mnie nie rozpoznał, że nie zauważył. Ale usłyszałam nagle trzaśnięcie drzwiami samochodywi.
-Ronnie!- wyłożyłam słuchawki z uszu i szybko wyszukałam w torebce kluczyki do auta. Nie wiem jak daleko mnie był, ale wystarczająco daleko, przestrzeń między naszymi samochodami była znacząca.
-Ronnie, zaczekaj!- Przyspieszył, bo słyszałam go dużo wyraźniej. Ja także przyspieszyłam. Otworzyłam drzwi auta i szybko wpakowałam się do środka. Odpaliłam silnik i ruszyłam z parkingu. Nie zapinałam nawet pasów. Nie wiem jak daleko mnie się znajdował, nie spojrzałam w jego stronę. Zniknęłam za zakrętem i wiedziałam, ze Justin nie zdąży za mną pojechać. Musiał mieć jeszcze kawałem do swojego samochodu. Jezu, jakie to żenujące. Przecież i tak się spotkamy, teraz to na pewno. Nie wiem, co mam robić. Zachowałam się jak duże dziecko, ale  dopiero gdy byłam już na sto procent pewna, że żaden znajomy samochód za mnę nie jedzie, w końcu zapięłam pasy. Muzyka w słuchawkach nadal grała, były one tylko szybko wrzucone do kieszeni.

*

Nie poszłam dzisiaj, do pracy. Zadzwoniłam do Marnie i powiedziałam, że nie czuję się najlepiej, ale że to nic poważnego. Jutro wszystko będzie ok, i spotkamy się u Ryana. To strasznie cholernie głupie, ale wiedziałam, że dzisiaj także pojawi się u mnie w pracy, a do poniedziałku sobie może odpuści. Gdy wczoraj wróciłam do domu dzwonił pięć razy, napisał chyba dziesięć wiadomości. Nie rozumiem dlaczego nie daje za wygraną i nie zostawi mnie w spokoju, przecież łącznie rozmawialiśmy chyba z 15 minut. To są kłopoty. Kurde, powinien mieć to napisane na czole. On to kłopoty.

*

Zack zaparkowaliśmy przed dość dużym i bardzo ładnym domem. Miałam na sobie dość krótką czerwoną sukienkę bez ramiączek i wysokie czarne szpilki, włosy ułożyły się w lekkie fale. Nie mogłam się doczekać, aż zobaczę Marnie, chciałam też w końcu poznać Ryana. W środku znajdowało się już sporo ludzi. Sara przedstawiła mnie kilku osobą, byli mili, a w tle leciała dobra muzyka. Siedzieliśmy na kremowej kanapie w krztaucie litery u, a na środku tańczyła spora grupka.
-Muszę ci jeszcze kogoś przedstawić, tylko gdzieś tu pewnie łazi. Pewnie z każdym musi zamienić słowo- Ryan nachylił się w moją stronę by przekszyczeć muzykę. Siedział obok Marnie i obejmował jej ramie, była wniebowzięta. Specjalnie się dla niego wystroiła, czarna sukienka podkreślała jej wszystkie atuty.
-Zatańczymy?- spojrzałam na Marnie, ale ona uśmiechnęła się i lekko kiwnęła do mnie głową. Odstawiłam kieliszek z winem i podałam dłoń Ryanowi, który wyciągał swoją w moją stronę. Gdy znaleźliśmy się na parkiecie od razu zostałam obkręcona. Ryan był świetnym tancerzem, tańczyło się z nim bardzo dobrze, chodź nie było tak samo jak z Justinem. Chciałam wtedy, żebyśmy tańczyli całą noc. Czułam się przy nim dobrze i podobała mi się jego bliskość. Dokładnie czułam przez koszulę jego umięśniony tors. Byłam wtedy bezpieczna. Ryan wyrwał mnie z zamyśleń kolejnym obrotem. Przetańczyliśmy jeszcze dwie kolejne piosenki zanim wróciliśmy na kanapę. Ryan rozmawiał z gośćmi, a ja słuchałam jaki to on nie jest niesamowity. Marnie była kochana.
-Stary gdzieś Ty był- Ryan ucieszył się na czyjś widok. Przybili sobie piątkę i objęli, jak najlepsi przyjaciele. Ryan przybliżył się do niego, żeby ten lepiej słyszał. Chłopak odwrócił się nagle a ja zamarłam. Odstawił szklankę na blacie a ja szybko ruszyłam z kanapy.
-Za chwilkę wracam- rzuciłam szybko do Marnie i jeszcze szybciej wyszłam z pokoju. Co mam zrobić? Nie znam domu i nie wiem gdzie mogłabym się skryć.
-Ronnie!- W połowie mojej drogi przez korytarz poczułam jego dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się w jego stronę. Wpatrywał się prosto w oczy. Szarpnęłam ręką i ruszyłam dalej.
-O co chodzi?- ponownie mnie złapał tym razem mocniej. nie chciał żebym się mu wymsknęła.
-Puść mnie.
-Musimy pogadać
-Nie mamy o czym
-Co się stało ?
-Zostawisz mnie czy mam krzyczeć?
-Puszczę jeśli zgodzisz się ze mną porozmawiać.- chłopak poluźnił uścisk a ja ponownie się wyrwałam. Poczułam jego dłonie na mojej talii. W sekundę przerzucił mnie sobie przez ramię.
-Justin! Co Ty wyprawiasz?- uderzałam go pięściami w plecy, ale on zdawał się tego nie zauważać. Jego dłonie powędrowały wyrżej wzdłuż mojego uda, starałam się bić go jeszcze mocniej. Pchnął drzwi wyjściowe i gdy staliśmy już na powietrzu postawił mnie na ziemi.
-Porozmawiaj ze mną i dam Ci spokój.
-Nie mamy o czym rozmawiać.
-Dlaczego mnie unikasz?
-Bo nie chcę mieć z tobą nic do czynienia
-Nie rozumiem
-Jesteś dupkiem- patrzył na mnie i zastanawiał się o co mi może chodzić. Nawet się nie domyślał.
- Czym zasłużyłem sobie na ten zaszczyt?
-Dlaczego to zrobiłeś?
-Ale co do cholery?- nie podobało mi się to. To on nawalił i to ja jestem na niego zła, a on podnosi głos.
-Uderzyłeś go. uderzyłeś Johna. Za co, co on Ci zrobił?- Justin na moje słowa przeczesał dłonią włosy i głęboko odetchnął
-Zasłużył sobie na to.
-To rozumiem, że nie można Ci przerywać w połowie zdania.
-To nie tak
-A jak?
-Możemy się przejść?- Nie odpowiedziałam mu, tylko ruszyłam przed siebie. Szliśmy wzdłuż chodnika. Wiał lekki wiaterek.
-Słucham- dodatkowo zachęciłam go wnikliwym spojrzeniem. Wziął głęboki oddech i zaczął mówić.
- Zasłużył sobie na to już dawno. Dolał tylko oliwy do ognia. Dobrze wiedział co robi. - jego ton był już wyraźnie niższy, mówił spokojniej.
-Nie rozumiem.
-I nie zrozumiesz. To nie jest twoja sprawa- Znów zaczął podnosić głos, nie wytrzymał zbyt długo. Ściągnęłam powieki. Dlaczego był taki nie miły?- Ronnie, to nie ma prawie nic wspólnego z Tobą. Prawie, bo jednak chodzi o Ciebie, widać, że ślini się na twój widok, a ja byłem szybszy. Ale chodzi o przeszłość, nie chcę Cię tym zanudzać.- co to ma znaczyć byłem szybszy, nie jestem żadną zdobyczą. Ale chciałam dowiedzieć się więcej. Zrobiło mi się trochę głupio, myślałam, że to ja jestem powodem jego zachowania. Ale mimo wszystko był niebezpieczny. Postanowiłam rozmawiać z nim łagodniej, może na prawdę coś kiedyś się między nimi złego wydarzyło.
-Chętnie posłucham.
-Nie. - ok. Mam wrażenie, że wpiepszam się w ich sprawy. Może rzeczywiście przesadziłam. To ich prywatna sprawa.
-Ok, przepraszam- dobrze, ze to wyjaśnił. Zachowałam się jak idiotka.
-I to dlatego mnie unikałaś? Nie odbierałaś i nie odpisywałam na wiadomości?
-Przestraszyłam się.- boje się go. Ale jednocześnie lubię z nim przebywać.
-Nie było moim zamiarem Cię przestraszyć. Nie próbowałbym się z tobą kontaktować. - przez chwilę panowała cisza. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, on tez się nie odzywał. Robiło sie coraz bardziej niezręcznie.
-Nie wiedziałam, że tu będziesz.
-W sumie dobrze, w końcu sobie co nieco wyjaśniliśmy.
-Nie przyszłabym.
-Właśnie.- uśmiechnął się pod nosem. Ale nie chciałam się z nim widzieć. Teraz jest trochę inaczej. W sumie chyba dobrze, bo i tak cały czas o nim myślałam. Ja też się uśmiechnęłam. - Skąd znasz Ryana?
- Znamy się od dzieciństwa. Nasi rodzice się znali, mamy przyjaźniły. To mój najlepszy przyjaciel, zawsze mogę na niego liczyć. A on na mnie.
-Wspominał, że komuś mnie musi przedstawić, ale w życiu nie pomyślałabym o Tobie- uśmiechnęłam się mówiąc prawdę.
-Wiesz co, to mnie zraniło- udawał urażonego. Wyglądał słodko, nie mogłam się oprzeć i się nie zaśmiać.
-Zimno Ci?- dopiero gdy mnie o to zapytał zdałam sobie sprawę, że pocieram ręce. Przeszedł mnie dreszczyk, bo nagle zerwał się wiatr. Sukienka dawała nie wiele ciepła, odkrywała całe nogi i ramiona.
- Nie, jest ok- puścił moją odpowiedź mimo uszu i zdjął z siebie kurtkę. Po chwili zawisła na moich ramionach. Pachniała nieziemsko, nie mogłam się powstrzymać, żeby mocniej nie wciągnąć do płuc jego zapachu.
-Dziękuję- rzuciłam nieśmiało a on uśmiechnął się jeszcze szerzej
-Na prawdę żaden problem.- chciałam szybko zmienić temat, bo wpatrywał się prosto w oczy. Ale wyprzedził mnie
-Mogę o coś zapytać?
-Jasne- trochę bałam się pytania, dlaczego pytał mnie o zgodę?
-Kręcisz z Johnem?- takiego pytania się nie spodziewałam. Tak w ogóle to ciekawiło mnie o czym wtedy rozmawiali, jak Justin go uderzył. Długo musieli rozmawiać, zanim John dostał, bo nie było go spory kawałek czasu.
-To chyba nie twoja sprawa- byłam niepewna swojej odpowiedzi, nie chciałam tworzyć między nimi dodatkowej nienawiści. Nie wiem jak Justin zareaguje na różne rzeczy, jest nie przewidywalne.
-Podoba Ci się? To proste pytanie, chcę tylko wiedzieć.
-Dobrze się dogadujemy. Jest pomocny, lubię spędzać z nim czas.- rozzłościło go to, widziałam po jego minie.
- Ty mu się podobasz, to jest pewne.
-Nie od Ciebie pierwszego to słyszę.- spojrzał na mnie przygryzając w zamyśleniu wargę. Jego warga wydawała się być bardzo rozpraszająca, zwracała na siebie uwagę. - Nadaje się bardziej na przyjaciela.- przywróciłam go tym z powrotem do rzeczywistości. Uśmiechnął się. To było na prawdę zarażające. Na dworze zrobiło się jeszcze chłodniej, przeszliśmy się już spory kawałek i bolały mnie nogi. Przetańczyłam trochę z Ryanem, a ja nie bardzo chodzę w takich butach, to nie dla mnie. Gdy wiatr jeszcze bardziej przybrał na sile, zdjęłam kurtkę Justina z ramiom i wsadziłam w rękawy ręce. Zrobiło się o wiele cieplej, intensywniej pachniał też jego czarujący perfum. Złapałam go za ramię zatrzymując go, gdy stanął przytrzymując się go sięgnęłam po jednego buta, za chwilę drugiego.
-Lepiej? Chyba powinniśmy już wracać- Justin zaśmiał się a ja wzięłam buty w lewą rękę i ruszyliśmy drogą powrotną do domu Ryana.
-To zdecydowanie buty nie dla mnie- na boso było dużo wygodniej. Chłopak przejechał wzrokiem po mojej sylwetce od góry do dołu i podrzucił brwiami, po chwili dołączył także standardowo uśmiech. Nagle komórka Justina zaczęła dzwonić, sięgnął do kieszeni i wyciągnął telefon.
-Tak?- po chwili rozmowy spojrzał na mnie - Ehm tak- dodał i wyciągnął komórkę w moim kierunku - to do Ciebie- dodał a ja zabrałam telefon.
-Ronnie? Dlaczego nie zabrałaś ze sobą komórki, wiesz ile razy do Ciebie dzwoniłam. Szukałyśmy Cię z Sarą- Marnie mówiła bardzo szybko, wydawała się być zdenerwowana. To z mojego powodu? Kurde torebkę zostawiłam na kanapie w salonie.
- Ehm wszystko ze mną ok, jestem z Justinem- spojrzałam na niego, cały czas mi się przyglądał.- Zaraz będę- rozłączyłam się i oddałam Justinowi telefon, Marnie dzwoniła od Ryana.
-Chyba powinniśmy wracać. Nawet nie dałam nikomu znać, torebki też nie wzięłam.
-Chyba nie miałaś w planach nigdzie wychodzić- Chłopak łobuzersko się uśmiechnął. No tak, wybiegłam jak poparzona. Odwzajemniłam uśmiech.
___________________________________________________
Hej, mam nadzieję,  że rozdział się podobał, jeśli tak to zachęcam do skomentowania :*
























NASZ JUSTINEK MA DZIŚ JUŻ 21 LAT, JEJU JAK TO SZYBKO ZLECIAŁO. 100 LAT PRZYSTOJNIACZKU. <3

9 komentarzy:

  1. Świetny ;) ♡ Nie mogę się doczekać następnego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. wciągający ten blog. XD
    super, czekam na następny. ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to dla mnie bardzo ważne, cieszę się że się podoba :)

      Usuń
  3. Świetny ♥
    Zostałaś nominowana przeze mnie do Liebster Award, wszystko jest u mnie na blogu w tym linku ♥
    http://hopeisabitches.blogspot.com/p/dziekuje-za-nominacje-evi-odpowiedzi-na.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy next ksiezniczko? Awwww 💜💘

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku! To opowiadanie jest mega! *.*

    OdpowiedzUsuń