niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 4

Wyszłam z pod prysznica i założyłam na siebie starą rozciągnięta koszulkę i bokserki. Włączyłam telewizor i skoczyłam na łózko. Ta niedziela ciągnie się i ciągnie, strasznie się dłuży, dobrze, że już wieczór. Marnie była dziś na obiedzie u rodziców, więc jutro w pracy zostanę pewnie przepytana. Na pewno będzie chciała wiedzieć co tyle czasu robiłam z Justinem wczorajszego wieczoru. W sumie to miałam nadzieję, że się dzisiaj odezwie. Chciałabym, przecież wszystko jest już ok. Ale postanowiłam się nie przejmować, więc sięgnęłam po pilota. Nie ma nic ciekawego, więc zostawiłam na pierwszym lepszym kanale i sięgnęłam po szczotkę, by rozczesać nie źle poplątane włosy. Wyciągając ze szczotki parę włosów, które wypadły odłożyłam ją na szafce nocnej i zabrałam się za nasmarowanie nóg balsamem. Gdy ręce miałam już natłuszczone zaczęła dzwonić moja komórka. Byłam prawie pewna, że to Marnie. Pewnie nie może doczekać do jutra, cała ona. Szybko wytarłam rękę w suche udo, żeby pozbyć się kremu. Bez patrzenia odebrałam komórkę i wsadziłam ją sobie między ucho a ramię, żeby móc kontynuować.
-Obudziłem?- zamarłam, gdy usłyszałam jego głos po drugiej stronie. Nie spodziewałam się telefonu akurat od niego. Jego słowa obudziły coś dziwnego w moim brzuchu. Budziło się to za każdym razem gdy go widziałam, słyszałam, lub o nim myślałam. Słychać było niepewność i troskę w jego głosie.
-N..nie. - nie wiedziałam, co mam dodać, ale zatkało mnie i nic więcej nie byłam w stanie z siebie wycisnąć.
-Hej- w jego głosie wyczułam ulgę, nie chciał mnie obudzić.
-Hej..ehm, coś się stało?
-Tak. Nie, nie. Po prostu chciałem pogadać. Już dawno nie słyszałem twojego głosu. Chyba, że przeszkadzam. - Nie, czekałam aż się odezwiesz, ale jeśli nasza rozmowa ma wyglądać tak, że nie wiem co powiedzieć, to kiepsko to widzę.
-Nie, jasne, że nie.
-Zastanawiałem się czy zadzwonić.
-A ja zastanawiałam się czy zadzwonisz.- uśmiechnął się, słyszałam to. Chyba nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Bo ja też takiej odpowiedzi się nie spodziewałam. Samo wyszło z moich ust, zanim zdążyłam pomyśleć, żeby coś powiedzieć.
-To dlaczego nie zadzwoniłaś?- jeszcze czego. Jasne dzwonie to niego, i co mam niby powiedzieć. Nie, co to, to na pewno nie.
-Ehm, bo nie..
-Nie rozumiem, dlaczego wy tak macie. To my mamy robić zawsze pierwszy krok. Mi też było by miło, gdybyś się odezwała pierwsza.
-Jeśli masz z tym teraz problem, mogę się rozłączyć..
-Jesteś zadziorna..
-Słucham?- on jest taki.. pewny siebie, arogancki. Jezu czuję, że wpadłam w jakąś pułapkę. Nie mogę się teraz wycofać, bo nie chcę, ale to idzie tylko i wyłącznie w złym kierunku. Jednak postanawiam ryzykować dalej.
-Ok, nie było tematu. Powiesz mi co teraz robisz?- yhym, on jest wkurzający. Mam ochotę byc na niego zła, a on zawsze zmienia temat i nie widzi problemu.
-Leżę. W zasadzie siedzę. Ehm, miałam zamiar kłaść się do łóżka. - takie zwykłe pytanie, a ja mam problem z odpowiedzią. Muszę się wyluzować, to tylko najprzystojniejszy chłopak na tej planecie. Dwa głębokie wdechy i wydechy.
-Jesteś sama?
-Tak i nie. Zack siedzi z kumplami, ja siedzę u góry, dlaczego?
-Nic. Po prostu.. Siedzisz tam sama, masz na sobie pewnie coś seksownego. No a mi włącza się wyobraźnia- każde słowo wypowiadał powoli i ciszej niż przed chwilą. Zrobiło się dziwnie. Jest taki bezpośredni. Ale nie mam na sobie nic seksownego. Odruchowo naciągnęłam stara koszulkę na kolana, jakbym chciała, nie wiem dlaczego, schować więcej ciała.
-Co? Możesz zostawiać takie informacje dla siebie.
-Umów się ze mną.
-Co?
-Jutro.
-Nie mogę, jutro pracuję.
-Spotkajmy się wieczorem.
-No nie wiem.
-Spotkanie tylko i wyłącznie przyjacielskie. Wyskoczymy coś zjeść.- dodał. W sumie.. I tak już postanowiłam wcześniej. Przecież  to tylko spotkanie. Umówię się z nim.
-No..dobrze. Ok.
-To jesteśmy umówieni?- w jego głosie wyraźniej słychać było wesołość. Cieszył się z tego spotkania tak samo jak ja.
-Yhym- uśmiechnęłam się sama do siebie. Nastała chwila ciszy i miałam wrażenie, że on tez się szczerzy.
-Dobranoc, księżniczko.
-Dobranoc.- nie chętnie rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko. Rzuciłam się na poduszkę i zaczęłam szczerzyć się po sufitu. 'To tylko przyjacielskie spotkanie. To tylko przyjacielskie spotkanie'.

*

-Masz mi wszystko opowiedzieć ze szczegółami.
-Opowiem.
-Na pewno?
-Na pewno, Marnie. Paa- dziewczyna uściskała mnie i w końcu pozwoliła wyjść ze sklepu. John stał przy kasie i patrzył się z naburmuszoną miną w moim kierunku.  Słyszał jak rozmawiam z Marnie o moim dzisiejszym spotkaniu z Justinem.
-Do jutra, John- chłopak pokazał ręką w geście pożegnania. Uśmiechnęłam się do niego, a on wymusił uśmiech. Nie chciał być całkiem nieprzyjemny. Wyszłam ze sklepu i szybko zapięłam płaszczyk. Jak zawsze wsadziłam w uszy słuchawki, i wyciągnęłam komórkę, żeby wybrać jakiś pogodny kawałek. Gdy wpatrywałam się tak w telefon poczułam, że z kimś się zderzyłam. Prawdziwa ze mnie gapa.
-Przepraszam- wydukałam szybko pozbywając się słuchawek.
-Ronnie?
-Justin? - co on tu robi? - Co Ty tu robisz?
-Ehm, właśnie wyszedłem z siłowni- pokazał gestem reki na drzwi za sobą - Miło Cię widzieć. - na jego twarzy zagościł duży i szczery uśmiech. Odwzajemniłam go, tez cieszyłam się, że go widzę.
-Ciebie też.
-Już po pracy?
-Tak, właśnie wyszłam.
-Chodź, podwiozę Cię. Mam do drodze- wskazał na samochód kluczykami, które trzymał w reku.
-Skąd wiesz gdzie mieszkam?
-Nie wiem, chodź- uśmiechnął się i ruszył w kierunku swojego auta. Ruszyłam za nim. Czasami potrafił być słodki. Otworzył drzwi po stronie pasażera i wskazał gestem ręki abym wsiadła do środka. Gdy znalazłam się już w aucie zamknął za mną drzwi i szybko obszedł samochód, by po chwili znaleźć się za kierownicą. Odpalił silnik i ruszył w stronę jezdni.
-To w którą stronę?- pokazałam gestem prawą stronę. Justin wydawał się mieć dziś dobry humor. Cały czas się szczerzył. - To jesteśmy na dziś umówieni, skarbie?- Wjechał na jezdnię i popatrzał na mnie.
-Ehm, chyba tak. A dokąd się wybieramy?- od rana zastanawiałam się, co mam na siebie założyć.
-Cokolwiek na siebie założysz, będzie pięknie na tobie wyglądać - jakby czytał mi w myślach. Że nie wiem co ubrać.
-Nie bolą Cie policzki? Cały czas się uśmiechasz -powiedziałam zadziornie pokazując palcami na swoje usta, ale szybko pożałowałam bo uśmiech Justina nagle zaczął przygasać. Już się nie uśmiechał, ani nie odpowiedział. Stanęliśmy na światłach a chłopak opierając się łokciem o otwarte okno popatrzył w moją stronę. Gdy nasze oczy spotkały się, mocniej ścisnęłam torebkę którą trzymałam na kolanach, jego wzrok od razu tam powędrował. Gdy światła zmieniły się na zielone pokazałam gestem reki w którą stronę ma ruszyć, tym samych unikając jego głębokiego spojrzenia. Skupił się na drodze więc nie widział jak bardzo głęboki oddech biorę. Dziwne było jak nagle zmienia mu się nastrój. Przed chwilą się uśmiechał, a teraz dziwnie się czuje w jego obecności. Nie jest to strach i sama nie wiem co to jest.
-Mieszkasz z Zackiem? - zapytał gdy zaparkowaliśmy pod domem. Pewnie się znają, bo oby dwoje byli na imprezie.
-Ehm, tak. Dziękuję za podwózkę.
-Przecież nie ma za co. - złapałam za klamkę, a Justin gwałtownie obrócił głową w moją stronę.
-Zaczekaj- Wysiadł z auta i zaraz znalazł się obok moich drzwi. Otworzył je dla mnie a ja wyskoczyłam z wysokiego auta. Zatrzasnął drzwi i stanął na przeciwko mnie. - Będę 0 18:00 - przybliżył się do mnie o jakieś 2 centymetry, ale ja zamarłam. Nachylił się i delikatnie pocałował mnie w czoło. Na prawdę delikatnie, to było bardzo miłe, bije od niego takie ciepło. Założyłam kosmyk włosów za ucho i nerwowo wskazałam dłonią dom. Ruszyłam na jezdnie by przejść na drugą stronę drogi. Nie mogłam się nie odwrócić, więc przerwałam szukanie kluczy i spojrzałam w jego kierunku. Stał tam gdzie stał i obserwował każdy nawet najmniejszy mój ruch. Jego twarz nie wyrażała nic. Nie uśmiechał się. I to przeze mnie. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy. Jego były zamyślone i nieobecne. Z problemem przełknęłam ślinę. Wróciłam do szukania kluczy i weszłam do środka. Szybko znalazłam się w oknie. Dopiero gdy zamknęłam za sobą drzwi ruszył do samochodu. Odpalił silnik, ale nie ruszył od razu. Położył dłonie na kierownicy i wydawało się jakby zacisnął ją zbyt mocno. Odjechał a ja wypuściłam powietrze, które dopiero teraz zauważyłam że wstrzymywałam.
__________________
No i mamy czwarty, mam nadzieję, że się podobał. Jeśli tak, to mile widziane są komentarze, jeśli nie to też :) Chętnie poznam waszą opinie. <3

6 komentarzy:

  1. super rozdział ;) czekam na next'a i mam nadzieję że pojawi się szybko ;* x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział pojawi się prawdopodobnie 22.03, jesli pojawi się wcześniej dam znać na tt :)

      Usuń
  2. bardzo fajny rozdział i wg opowiadania czekamy na next ! :) xoxo
    Zapraszam do nas :http://graozyciee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawie się zapowiada. Czekam na next.
    Zapraszam również do mnie http://hard-zayn-malik.blogspot.com :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję , ciesze się, że się podoba.
      Na pewno zajrzę <3

      Usuń