-Wychodzę- złożyłam Zackowi szybkiego buziaka i złapałam za torebkę, która leżała na kanapie obok niego. Dopiero wrócił z pracy i je coś rozłożony przed telewizorem.
-Umówiłaś się z kimś?- spojrzał na mnie od dołu do góry z podejrzliwym wzrokiem. W odpowiedzi uśmiechnęłam się tylko ruszyłam w stronę drzwi. - Baw się dobrze.
-Dzięki.- krzyknęłam zamykając za sobą drzwi. Samochód Justina stał już po drugiej stronie ulicy. Ruszyłam a on wyszedł z auta, żeby otworzyć mi drzwi od strony pasażera.
-Ślicznie wyglądasz- spojrzał na moje nogi i podrzucił brwiami. Poczułam się mega dziwnie. Wieczór był dosyć ciepły więc zdecydowałam się założyć sukienkę.
-Hej- nie wiedziałam gdzie mam podziać wzrok, a Justin przypatrywał mi się więc wsiadłam do auta. Zamknął za mną i zaraz znalazł się obok mnie. Jechał nie odzywając się, patrzył przed siebie z zamyśleniem. Nadal się nie uśmiecha. Kąciki jego ust unoszą się minimalnie. Mam wyrzuty sumienia, ten widok mnie nie cieszy.
-Zabieram Cię na kolacje, ale przed tym zabiorę Cię jeszcze w jedno miejsce. - popatrzył w moją stronę, jakby chciał uzyskać potwierdzenie. Pomachałam głową, że się zgadzam, a on znowu patrzył przed siebie. Próbowałam coś powiedzieć, znaleźć jakiś temat bo ta cisza było nie do zniesienia, ale w mojej głowie zrobiło się nagle pusto. Za szczęście byliśmy chyba na miejscu bo Justin zjechał na pobocze. Zgasił silnik, odpiął pasy i wysiadł z auta. Poszłam w jego ślady. Gdy doszedł dojść do moich drzwi ja stałam już na jezdni. Justin zmrużył oczy, jakby nie rozumiał dlaczego nie poczekałam i zatrzasnął drzwi. Nie będę za każdym razem czekać jak księżniczka, aż książę mi otworzy, ale jemu się to chyba nie spodobało.
-Co to? Ma chyba z piętnaście pięter.- podniosłam głowę i ukazał mi się bardzo wysoki budynek. Okna były na prawdę wielkie, robiło wrażenie.
-Dwadzieścia- sprostował i złapał mnie za rękę. Spojrzałam na nasze dłonie a Justin dodatkowo splótł nasze palce. Pociągnął mnie za sobą i ruszyliśmy do budynku. Uznałam to za zwykły, nadopiekuńczy gest bo właśnie przechodziliśmy przed ruchomą ulicę. Skierowaliśmy się do bocznych drzwi, główne były na prawdę duże. Puścił moją dłoń by sięgnąć do kieszeni spodni po pęczek kluczy. Gdy znalazł właściwy, otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Przede mną znajdował się nie wielki hol z recepcją. Nie było tam nikogo, więc chyba już zamknięte. Po prawej stronie były drzwi z napisem 'siłownia' i drugie z 'sala baletowa'.
-Sala baletowa?
-Teraz już nie.- odpowiedział nawet na mnie nie patrząc. - Chodź- ruszył w stronę wind, poszłam za nim.
-Zawsze chciałam tańczyć- tańczyłam jak byłam mała, ale później dałam sobie z tym spokój. Żałuje bo teraz chciałabym do tego wrócić. Na moje słowa Justin zatrzymał się i odwrócił w moją stronę. Stanął gwałtownie, więc zatrzymałam się zaraz przed nim. Był chyba zaskoczony tym co powiedziałam, chodź nie wiem dlaczego. Jego oczy coraz szybciej zachodziły mgłą, zamyślił się. Minęłam go i wcisnęłam guzik by otworzyć windę. Gdy znaleźliśmy się w środku chłopak wcisnął guzik z napisem "20". Patrzył przed siebie. A ja obserwowałam jego twarz. Każdy milimetr. Był piękny, miał lekki zarost dodający mu urody. Kąciki jego ust zaczęły się powoli podnosić. Wiedział, ze mu się przyglądam.
-Interesujące? - spojrzał na mnie a ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Już drugi raz dzisiaj na moje szczęście winda się otworzyła. Ujrzałam ogromny hol. Pięć razy większy niż ten na dole. Ściana przez nami w całości była szklana, a po bokach stały dwie wielkie palmy, oprócz nich nie znajdowało się tam nic. Ruszyłam do przodu, Justin powoli szedł za mną. Podeszłam do szyby i przyłożyłam do niej rękę. Widok za oknem był przecudowny. Nigdy nie widziałam czegoś równie pięknego. Na zewnątrz robiło się już szarawo, do tego miliony lamp oświetlało miasto. Żadne słowo nie da rady opisać tego co właśnie zobaczyłam. Zauważyłam obok siebie sylwetkę Justina.
-To jest.. piękne.
-Wiedziałem, że zrobi to na Tobie wrażenie.
-Jaki Ty jesteś pewny siebie - z trudem odciągnęłam się od tego widoku i popatrzałam na Justina. - Arogancki..- chciałam zaczął nawymieniać mu ale on przerwał mi.
-I tak się we mnie zakochasz.- Wpatrywałam się w niego bez ruchu. Dobrze, że oddychałam. Poczułam kłucie w brzuchu. Otworzyłam usta, ale z powrotem je zamknęłam, bo nie byłam w stanie nic powiedzieć. Zaskoczył mnie i nie podobało mi się to. Chciałam zniknąć i ruszyłam w stronę windy. Jego silna dłoń szybko złapała mój nadgarstek i znowu staliśmy twarzą twarz. I staliśmy tak z dwie minuty.
-Dlaczego czuję, że pakuję się w kłopoty.
-Wycofujesz się? - patrzył na mnie ze strachem w oczach. Bał się odpowiedzi.
-Boję się, że .. że nie mogę się już wycofać. Nie wiem czy powinnam pakować się w twoje życie, ale Ty zmieniłeś już moje. Nie wiem, czego mam się spodziewać. Jesteś zagadką. Trudną zagadką i męczy mnie rozszyfrowywanie jej. Coś zrobiłam nie tak? Dziś cały dzień inaczej ze mną rozmawiasz. Powiedziałam coś nie tak? To mi powiedz, bo sama raczej nigdy do tego nie dojdę. To męczące.- Zbliżył się do mnie a jego ręka znalazła się na moim lewym policzku. Miał delikatne dłonie. Jego kciuk powoli wędrował w kierunku moich ust. Nieśpiesznie i delikatnie przejeżdżał nim po mojej dolnej wardze, ale wzrok mocno wbijał się w moje oczy. Czułam, że zaraz wybuchnę i jeśli on mnie nie pocałuje, ja to zrobię. Nagle przysunął się jeszcze bliżej a jego usta dotknęły delikatnie mojego czoła. Zanurzył nos w moich włosach i mocno zaciągnął się zapachem szamponu. Nie tego się spodziewałam. Ale nic się nie wydarzyło, co nie zmieniło między nami nic.
-Chodźmy- wyciągnął dłoń w moją stronę i czekał aż podejmę decyzję. Zdecydowałam się złapać jego dłoń, za co otrzymałam jego piękny uśmiech, ten który towarzyszył mu przez pierwsze dni naszej znajomości. Ruszyliśmy w stronę windy. Gdy byliśmy już na dole ostatni raz spojrzałam na drzwi 'sala baletowa'. Wyszliśmy, Justin zamknął drzwi i znowu znaleźliśmy się w samochodzie. Restauracja, do której weszłam była wyjątkowo przyjazna. Ciepły wystrój, dobrze wpływał na samopoczucie.
-Podają tu najlepsze spaghetti na całym świecie. - powiedział zadowolony gdy pomagał mi zdjąć płaszcz. Atmosfera stała się jakaś inna. Łatwiej było nam się dogadać, rozmowa jakoś się kleiła. Spaghetti rzeczywiście było wyśmienite.
-Często tu przychodzisz?- wino, które zaproponował Justin na prawdę mi smakowała, więc stwierdziłam, że jest częstym gościem tego miejsca.
-Czasami. To trochę nie w moim stylu, ale pomyślałem, że to lepsze niż jakaś marna knajpka. Ładnie dziś wyglądasz.
-Dziękuję- już mi to mówił, tylko że teraz nie mam jak uciec od jego spojrzenia.
- Rumienisz się - mogłam tylko przełknąć nerwowo ślinę.- To urocze, ale powinnaś częściej to słyszeć.
-Dobrze, że mogę liczyć na Ciebie- przymrużył oczy i lekko się uśmiechnął.
-Jesteś taka niewinna istotka, ale pyskata. To jest ciekawe.
-Nie tak jak Ty. - wpatrywał się we mnie, a jego uśmiech stawał się bardziej szerszy.
-Masz ochotę na spacer?
-Jasne
*
-Ćwiczysz?- szliśmy chodnikiem wzdłuż oświetlonej co metr drogi. Dwie lampki wina pomogły mi w komunikacji z nim. Justin wypił zaledwie pół kieliszka, bo prowadzi auto.
-Jestem trenerem, więc sam także ćwiczę.
-Masz swoją siłownie?
-Ta obok sali baletowej
-A sala baletowa?
-Nic się tam nie dzieje od sześciu lat, ale siostra ma zamiar zrobić tam remont. Nie znam jej planów.
-Prowadzicie to razem?
-Tylko parter i pierwsze piętro. Ale jak się nie mylę, Ty też coś ćwiczysz.
-Biegam. Kiedyś tańczyłam, ale skończyłam z tym. Teraz jednak chciałabym do tego wrócić, ale.. -nie lubię o sobie mówić. wolałabym posłuchać o nim. - A Ty czym się interesujesz? Jesteś taki poważny. I tajemniczy, mroczny. Albo mi się wydaje. - stanął nagle i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. - Co?
-Co powiesz na wesołe miasteczko?
-Ty i wesołe miasteczko? Jakoś mi to do Ciebie nie pasuje.
-Decyduj zanim się rozmyśle.- stawał się coraz bardziej niecierpliwy, miał chyba nadzieję, że pójdę mu na rękę i zrezygnuje.
-Oczywiście. Świetny pomysł. - uśmiechnęłam się a Justin wziął głęboki oddech. Złapał mnie trzeci dziś raz za rękę i ruszyliśmy przed siebie szybszym krokiem. Nie uszliśmy daleko a naszym oczom ukazał się wielki diabelski młyn. Było tam mnóstwo ludzi i zaczynało mi się podobać. Chyba gorzej jednak z Justinem, sądząc po jego minie. Jakby miał zaraz puścić pawia. Staliśmy przed wielką bramą. Nadal trzymaliśmy się za ręce więc tym razem ja pociągnęłam go za sobą. Niechętnie ruszył się z miejsca.
*
-No dalej, pokaż co potrafisz- staliśmy przed stoiskiem z mnóstwem misi. Justin miał za zadanie wrzucić trzy razy piłeczką do kosza. Jeśli uda mu się to za pierwszym razem, otrzymuje nagrodę jaką sam wybierze.
-Patrz, i ucz się mała- Puścił do mnie oczko i podwinął rękawy. Zupełnie nie w jego stylu. Wyglądał zabawnie. Próbował się skupić ale ja rozpraszałam go przyglądając się mu. Mimo to ku mojemu zdziwieni piłeczka znalazła się trzy razy pod rząd w koszu.
-Tego białego poproszę- Młody chłopak wręczył Justinowi ogromnego białego misia z czerwoną kokardkę pod szyją.
-Poczekaj jeszcze sekundkę- zaczął grzebać po kieszeniach wyciągając z nich drobne. Podszedł do kobiety obok i dał jej pieniądze, po czym wybrał z koszyczka piękną czerwoną róże. Podszedł z powrotem do mnie i stanął na przeciwko.
-To dla Ciebie- moje policzki znów zalał róż na co Justin uśmiechnął się.
-Dziękuję. To był bardzo miły wieczór.
-Bardzo. Czy przekonałem Cię, że nie jestem wcale taki poważny?
-Tak - uśmiechnęłam się i niepewnie pocałowałam go w policzek. Chciał coś powiedzieć, ale przeszkodził mu dźwięk dzwoniącej komórki.
-To siostra, przepraszam ale muszę odebrać.
-Ok.- rozmawiał cały czas nie spuszczając wzroku z mojej twarzy, ale po chwili pokazał na palcach, żebym dała mu dwie minutki i oddalił się o dokładnie trzy metry. Sięgnęłam do torebki po swój telefon. Wiadomość. Dwa nieodebrane połączenia od Marnie, ale nie miałam zamiaru teraz do niej teraz oddzwaniać. Wpakowałam telefon z powrotem do torebki i wtuliłam w siebie misia. Pachniał ślicznie, tak jak i róża. Poczułam nagle jak ktoś się o mnie obił. Odwróciłam się i ujrzałam mężczyznę, miał może dwadzieścia pięć lat.
-Oj, przepraszam piękną panią- był pijany i mamrotał coś pod nosem.
-Nie szkodzi- odwróciłam się by sprawdzić gdzie Justin. Stał dalej w tym samym miejscu ale odwrócony był tyłem do mnie.
-Ma pani może ochotę gdzieś wyskoczyć?- pijany mężczyzna złapał dłonią mojego policzka i znacząco się przybliżył.
-Proszę mnie zostawić- ledwo co stał na nogach i chwiał się pchając się na mnie. Myślałam, że upadnę, ale nagle poczułam ulgę, gdy Justin odepchnął ode mnie pijanego faceta, i przywarł go do muru przy bramie wyjściowej.
-Justin zostaw go, jest pijany. - podeszłam szybko i złapałam Justina za ramię. Na szczęście posłuchał mnie i odpuścił.
-Ma szczęście, że jest tak nawalony.
-Chodź- złapałam Justina i wyszliśmy z terenu wesołego miasteczka.
-Wskakuj.
-Co?
-No wskakuj- Justin stanął przede mną i lekko się nachylił.
-Potrzymaj- wręczyłam mu misa, i po chwili trzymałam się obejmując jego szyję. Przejęłam z powrotem misia i teraz szliśmy do samochodu. W sumie Justin szedł.
-Chyba jesteś za lekka.
-Chyba za dużo marudzisz.
-Oj już na mnie nie narzekaj. Nie wiesz ile dzisiaj zrobiłem. Nie robię takich rzeczy od.. nigdy.
-To miłe. Dzisiaj było miło.
*
Na dworze było już chłodniej niż wcześniej. Staliśmy przed moim domem.
-Dziękuję. - chyba będę o tym śnić.
-To ja dziękuję- jego dłoń kolejny raz znalazła się na moim policzku.
-Idź już, bo zmarzniesz- nagle bałam się pocałunku, który miał za chwilę nastąpić. To było do przewidzenia. Ale nie byłam już tego taka pewna jak wtedy w budynku. Justin przybliżył twarz ale ja spuściłam głowę. -Było tak fajnie. Nie chcę tego psuć.- nastała cisza. Jestem totalną kretynką, sama nie wiem czego chcę od życia. - Dobranoc.
-Dobranoc- i po prostu weszłam do środka. Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się ich powierzchnie.
_________________________________________-
No i jest 5, jeśli się podoba to bardzo proszę Was o opinię w komentarzu, to dla mnie bardzo ważne, motywuje do działania :)

Tak jak obiecałam, wchodzę na to ff. Myślałam, że będzie świetne :) I wiesz co? Nie zawiodłam się ;*** Bardzo fajnie się czyta. Ta historia jest wciągająca. No nic czekam na dalsze losy bohaterów ;) Pisz dalej, życzę weny ^^ :*
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, dziękuje :*
Usuńświetne! :)
OdpowiedzUsuńpisz dalej szybciutko! :) masz talent :>
tymczasem zapraszam do siebie http://art-of-killing.blogspot.com/
ps. dołączam do obserwowanych i liczę na to samo:)
Dziękuję :)
UsuńNa samym początku chciałam Cię bardzo przeprosić, że nie komentowałam poprzednich rozdziałów, ale wręcz nie miałam na to czasu. Obowiązki szkole wzywały.
OdpowiedzUsuńCo do rozdziały, to podoba mi się i bardzo. ;) Justin bardzo pewny siebie jest i mi się to bardzo podoba.
Czekam na nn!