" Dziękuję, za dzisiaj"
I wysłałam. Mimo, że dziękowałam już trzy razy. Odpowiedź przyszła mega szybko.
" Co powiesz na to, żeby to powtórzyć?"
"Zgadzam się z panem Poważnym :)"
Poczułam wibracje. Dlaczego dzwonił? Nie lubił chyba jak nazywam go poważnym. Odebrałam i czekałam aż zacznie mówić.
-To co robimy jutro?
-Jutro?
-No dzisiaj już chyba za późno- słyszałam jak się uśmiechał. Ja tez się szczerzyłam. Sama do siebie.
-Cokolwiek- Wiedziałam, że się uśmiecha ale nastała chwila ciszy. Nie musieliśmy nic mówić, wystarczyło mi, ze wiem, że jest po drugiej stronie.
-Jak tam mój miś?
-Chyba mój miś.
-Chciałbym Cię zobaczyć.- ja też bym chciała, bardzo. Między nami znowu cisza, ale była moja kolej. Mam mu powiedzieć co czuje?
-Ja też.
-Pracujesz jutro?
-Nie. Jutro mam wolne.
-Hmm, fajnie byłoby Cię zobaczyć.- znów nastała cisza, chciałam coś powiedzieć, ale zaczął mówić. -Muszę kończyć. Do zobaczenia.
-Pa- i rozłączył się, tak nagle. Byłam rozczarowana. Jak zwykle dziwnie się zachowuje. To denerwujące. Rzuciłam telefon obok poduszki i wygodnie się ułożyłam wtulając się w misia. Musze jutro spotkać się z Marnie, i zadzwonić do mamy. Dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy. Ciekawe jak radzą sobie z tatą. Ciekawe co u Any, tak dawno jej nie widziałam, ciekawe czy jeszcze się gniewa. Nie dziwie się jej. Wyjechałam tak nagle, i postawiłam ją przed faktem dokonanym. A to przecież moja przyjaciółka, Ana by mi tego nie zrobiła. Czułam się fatalnie. Ale miałam dość już życia tam. Chciałam uwolnić się od tamtego miejsca i tamtych ludzi. Teraz zdaje sobie sprawę jaką ja jestem egoistką. Dann też nic nie wiedział o moim wyjeździe. Nawet mu nie powiedziałam. Myślałam, że ułożę sobie tutaj życie na nowo, ale stare sprawy nie zniknęły, są nadal aktualne. Trzeba będzie to jakoś naprawić. Do Any też zadzwonię. A Dann.. niech o mnie już zapomni. Może w końcu dotarło do niego to, że nie czułam do niego nic więcej niż przyjaźń. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk sms'a.
' Nie podchodź do okna'- to od Justina. Minęło już pół godziny, myślałam, że śpi. Wstałam szybko z łózka i podeszłam do okna. Po drugiej stronie ulicy stał dobrze mi znajomy samochód. Justin wyszedł z niego, a ja szybko wyszłam na balkon. Miałam na sobie tylko za wielką koszulkę oprócz bielizny, a na zewnątrz było juz znacznie chłodniej.
-Co Ty tutaj robisz? - byłam w szoku, że go widzę a on stał przed moim domem i się uśmiechał.
-Czy nie chciałaś mnie zobaczyć? Otworzysz mi czy mam wchodzić przez okno?- czy on mówi poważnie? Nie mogłam dopuścić do tego, żeby narobił hałasu i obudził Zacka, była już dwunasta godzina.
-Zaczekaj- wybiegłam z pokoju i szybko zbiegłam po schodach. W całym domu było już ciemno. Odkluczyłam drzwi i ujrzałam tego przystojniaka.
-Zwariowałeś?
-Wpuścisz mnie?- złapałam go za kurtkę i wciągnęłam do środka.
-Tylko bądź cicho, nie chcę obudzić brata.- przyłożyłam palec do ust w geście, żeby był cicho.
-Pięknie wyglądasz- automatycznie złapałam za koszule i naciągnęłam ją w dół jak tylko mogłam. Było ciemno, więc nie widział jak się po raz kolejny rumienie z jego powodu. Ruszyłam na górę, Justin szedł za mną. Gdy znaleźliśmy się u mnie w pokoju zatrzasnęłam drzwi i zapaliłam lampkę nocną.
-Przyjechałeś tutaj w środku nocy tylko dlatego, że Ci tak powiedziałam? Jesteś niepoważny.
-Zdecyduj się, jeszcze godzinę temu mówiłaś, że jestem poważny. - udawał oburzonego, nie mogłam się nie uśmiechnąć. Nagle Justin podszedł do mnie i objął moje policzki dłońmi. Nie zdążyłam zareagować a nasze wargi połączyły się w zachłannym pocałunku. Całował długo i namiętnie. Nie chciałam, żeby to się kończyło ale Justin oderwał swoje usta od moich. Patrzeliśmy na siebie oby dwoje zaskoczeni. Nawet nie zdałam sobie sprawy, że przyglądam mu się z otwartymi ustami.
-Przepraszam, po prostu... - nie musiał się tłumaczyć, bo nie chciałam tego słuchać. Złapałam za jego koszulkę i stanęłam na palcach by móc sięgnąć jego warg. Pocałunek był jeszcze bardziej intensywny. Justin wplątał palce w moje włosy i lekko pociągnął w dół przygryzając zębami moją dolną wargę, ciągnąc ją. Ciężko było mi złapać równy oddech, Justin miał podobnie.
-Ronnie..- zaczął ale przerwał. Wpatrywał się w moją twarz a ja czekałam. - Miałaś racje. Ze mną wiążą się kłopoty. Ale nie mogłem sie powstrzymać.
-Co to znaczy?
-Nie mogę Ci powiedzieć- powiedział to tak bardzo stanowczo, że w sekundę postanowiłam odpuścić i nie wypytywać dalej. Staliśmy tak w milczeniu jeszcze chwilkę.Mówi mi, że wiążą się z nim kłopoty ale nie może mi nic powiedzieć. Co mam przez to rozumieć, co mam zrobić? Postanowiłam, ze mimo wszystko wrócę jeszcze do tego pytania.
-Zostaniesz na chwilę?
-Tak ale jeśli Ty się położysz. - ruszyłam w stronę łózka i weszłam pod kołdrę przykrywając się. Pogładziłam dłonią po materiale obok mnie, żeby zachęcić go, by chociaż usiadł. Justin przystał na moje zaproszenie i położył się obok mnie na kołdrze, zakładając ręce za głowę.
-Opowiesz mi coś o sobie? - odwróciłam się w jego stronę i wtulona w misia skupiłam się na jego twarzy.
-Nie ma co opowiadać. Mieszkam sam, mam siostrę. Rodzice nie żyją. - to smutne, nie spodziewałam się takiej odpowiedzi.
-Przykro mi.
-Pracuje- udał, że nie słyszał i kontynuował krótką opowieść o sobie- imprezuje, pakuje się w kłopoty. Ścigam się- bardzo w skrócie ale konkretnie.
-Uczestniczysz w wyścigach? Samochodowych?- chyba John coś mi wspominał. Wtedy gdy Jus go pobił, ale i tak nie spodziewałam się. To musi być nie bezpieczne.
-Motorowych. Razem z Ryanem. Twój brat zresztą też.
-Zack?- nie mogłam w to uwierzyć. Dlaczego nic mi nie powiedział. Byłam w szoku.
-Od czasu do czasu. I powiem Ci, że on tez nie przepada za tym gościem z Twojej pracy.
-Johnem?
-Ten przyjeb, który przystawiał się do ciebie wtedy w barze, to jego kuzyn. Oby dwoje są siebie warci.
-Znasz go. - nie pytałam, wiedziałam. Pamiętam jak wtedy ze sobą rozmawiali.
- Phill. Miałem kiedyś do czynienia z tym skurwysynem. No dobra, a Ty dlaczego wyjechałaś?-
-Po prostu. Chciałam spróbować czegoś nowego.
-Podoba Ci się tu?- Ty mi się podobasz, a moje myśli biegną w złym kierunku.
-Jest ok. Jak na razie. A jak książka podobała się? - chciałam jakoś zmienić temat, zmienić tok moich myśli.
-David był zachwycony. Dzięki Tobie, sam bym sobie nie poradził. - uśmiechnął się, a ja automatycznie powtórzyłam jego gest. Jego uśmiech był zaraźliwy.
-Często się widujecie?
-Dosyć. Czasami się nim opiekuje, Merry dużo pracuje, a ja lubię małego. - gadaliśmy tak jeszcze z godzinę. O wszystkim i o niczym. Byłam już na prawdę śpiąca. Czułam tylko jak Justin gładzi moje włosy, i śpiewa coś powoli i po cichu. Przez to robiłam się bardziej senna, ale nie chciałam przestawać go słyszeć. Śpiewał jak anioł. Niestety usnęłam w środku kołysanki.
*
Obudziłam się, ale nie otwierałam oczu, mogłabym spać do wieczora. Byłam taka zmęczona, i nagle przypomniało mi się dlaczego. Justin.. nie pewnie otworzyłam oczy, nie było go. Ciekawe o której wyszedł i czy w ogóle został. Przyjęłam siedzącą pozycje i sięgnęłam po budzik, który stał na szafce nocnej. Była już 11:00 godzina. Jezu Chryste, nigdy chyba nie spałam aż tyle. Gdy odłożyłam zegarek zauważyłam, że obok leży jakaś biała karteczka" Mam nadzieję, że nasze dzisiejsze spotkanie aktualne, odezwę się. Ps. Tak słodko spałaś.. ". .
Wstałam szybko i założyłam na siebie szlafrok, by zejść na dół, do kuchni. Zjadłam śniadanie i udałam się do łazienki, żeby umyć zęby. Właśnie miałam zacząć się ubierać ale mój telefon zaczął dzwonić. Czułam, że to Justin więc mało co nie zabiłam się o własne nogi, by zdążyć.
-Hej
-Hej księżniczko. Przepraszam Cię, ale nie dam dzisiaj rady. Zadzwoniła Merry i właśnie jadę po Davida do przedszkola. Muszę się dzisiaj nim zająć, tak strasznie mi przykro. Ale nie mogłem jej odmówić. - poczułam dziwne uczucie w brzuchu. To chyba rozczarowanie, miałam nadzieję się dzisiaj z nim zobaczyć, ale nie mogłam mieć mu tego za złe.
-Ehm, no cóż. Rozumiem. Bawcie się dobrze.
-Jeszcze raz przepraszam. Wolałbym się dobrze bawić z Tobą, ale będę musiał oglądać bajki i zanudzić się na śmierć.
-Na pewnie nie będzie tak źle.
-Na prawdę, bardzo żałuję.
-Jedź ostrożnie, do zobaczenia.
-Do zobaczenia Ronnie. - gdy rozłączyłam się , na mojej warzy pojawił się kompinatorski uśmieszek. Szybko wykręciłam numer do Marnie, odebrała od razu po pierwszym sygnale.
-Ronnie? Hej, w końcu dzwonisz.
-Hej Marnie, mogłabym mieć do Ciebie prośbę?
-Jasne.
*
Zaparkowałam przed domem Justina. Mieszkał z 10 km ode mnie, okolica była ładna. Marnie bez problemu załatwiła mi jego adres od Ryana. Ryan żartował, że nie źle się wkręciłam. I chyba miał racje. Justin uzależnił mnie swoją obecnością mimo tego okropnego charakteru. Chodź nie zawsze był okropny. To chyba ta mała cząstka romantyczności złapała mnie w sidła. Zabrałam z tylnego siedzenia czekoladę i zapakowany zabawkowy samochód dla małego. Jeszcze kilka dni temu pewnie zrezygnowałabym i wróciłabym się do samochodu, po czym odjechała do domu, ale teraz wystarczyło mi kilka głębokich oddechów, no i zapukałam.
-Chwila!- ledwo co dało się usłyszeć ale po pół minuty i ktoś otworzył mi drzwi.
-Ronnie?- był mega zaskoczony, wydawało się, że pozytywnie. A do tego wszystkiego miał na sobie zielony fartuszek, wyglądał śmiesznie ale pociągająco. - Wejdź. Co Ty tu robisz?
-Ehm, postaram się nie dopuścić do tego byś zanudził się na śmierć, to mogłoby się źle skończyć. - byłam trochę zdenerwowana i nie wiedziałam czy Justin uśmiecha się bo to zauważył czy cieszy się z mojej obecności. Bardziej zależało mi na tym drugim.
-W takim razie ratujesz mi życie.
-Justin, coś się przypala?- zerwał się i ruszył szybko do kuchni. Ruszyłam korytarzem i gdy znalazłam go, zauważyłam, że ratuje naleśniki.
-Kiepski z Ciebie kucharz?
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jakim świetnym kucharzem jestem. To przez Ciebie. - odwrócił się i gdy zobaczył moją pytającą minę, postanowił mi to sprostować.
-Zagapiłem się na Ciebie i zapomniałem o całym świecie a co dopiero o naleśnikach. Ładna sukienka. - mówił to tak jakby ćwiczył to cały dzisiejszy poranek, ale dał rade. Zaczerwieniłam się i z nerwów przygryzałam wargę. Nagle do kuchni zbiegł Dawid, ale od razu gdy mnie zobaczył stanął i schował rączki za plecy. Podeszłam bliżej i przykucnęłam przed chłopczykiem.
-Hej, jestem Ronnie, ty pewnie jesteś David?- zawstydzony pomachał twierdząco głową, a na jego twarzyczkę wkradł się uśmiech. - Mam coś dla Ciebie. Mam nadzieję, że lubisz samochody, co? - Uśmiech chłopca stał się jeszcze szerszy gdy wręczyłam mu czerwony samochód. - Pobawimy się?
-Taaak.
-To znajdź jeszcze dwa, wujek na pewno się z nami pobawi. Ale najpierw zjemy. Co powiesz na naleśniki i sok? Może być?
-Tak, tylko pójdę po samochodziki- z uśmiechniętą budzią wybiegł z kuchni.
-Wow- odwróciłam się w stronę Justina i zauważyłam, że podparty o blat kuchenny przygląda mi się.
-Co?
-Chyba za szybko Cię polubił. Masz chyba jakiś dar.
-Lepiej oddaj fartuszek- zdjęłam kurtkę i zawiesiłam na krześle. Justin wręczył mi fartuszek a za zawiązałam go sobie w pasie. Sięgnęłam do torebki po gumkę do włosów i upięłam je w koka w nieładzie. Zabrałam się za smażenie naleśników dla małego i dla Justina, bo pewnie też nie jadł. Smażyłam i nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Justin mi się przygląda dopóki nie skończyłam smażyć i na niego nie spojrzałam.
-Co?
-Przyznaj się.
-Do czego?
-Nie mogłaś beze mnie wytrzymać. Musiałaś mnie zobaczyć, do tego stopnia, że zdobyłaś nawet mój adres. - miał rację i zaskoczył mnie tym. Chodź ta pewność siebie przecież w jego stylu. Oczywiście nie mogłam dać tego po sobie poznać. Był dupkiem, więc chwyciłam w garść mąkę i rzuciłam mu w twarz.
-Oo, nie! - mąka wylądowała nie tylko na jego twarzy ale i w dużej części na czarnej koszulce. Strzepał ją trochę, a ja odruchowo oddaliłam się. Ruszył w moją stronę a ja zaczęłam biec. To znaczy miałam taki zamiar, bo Justin w jednej sekundzie znalazł się przy mnie i podniósł mnie łapiąc mnie w pasie. Mogłam tylko machać nogami w powietrzu. Zaniósł mnie do blatu gdzie znajdowała się mąka i wziął jej całą garść.
-Justin, proszę Cię. Przepraszam, że to zrobiłam. - nie słuchał co do niego mówię, i mąka znalazła się także na mnie. Postawił mnie przy lodówce tak, że przywarłam do niej ciałem. Stanął na przeciwko mnie i oparł dłonie na lodówce po obu stronach mojej głowy.
-Gdybyś była..- urwał w połowie zdania i przyglądał mi się, wpatrywał się prosto w oczy, jego wzrok przebijał mnie na wylot. Ta sytuacja z mąką chyba za bardzo mu się nie podobała - W innej sytuacji dałbym Ci porządnego klapsa, a potem..- urwał a w mojej głowie pokazało się nagle sto różnych opcji, i te najgorsze. Trochę mnie w tej chwili przerażał, bardziej niż trochę.. - Dopiero potem wysmarowałbym Cię tą mąką.- Przełknęłam głośno ślinę. Fajnie jakbym nagle zniknęła, albo cofnęła czas. Wtedy pewnie jeszcze bym spała.
-Znalaźłem- gdy David wszedł do kuchni, Justin od razu ode mnie odszedł. Poprawiłam włosy zakładając kosmyk za ucho i zdjęłam fartuszek. Justin w tym czasie nalał w szklankę soku i postawił śniadanie na stół. Podsadził Davida i posadził go na krześle, chłopczyk od razu zabrał się za jedzenie.
-Chyba już pójdę- to byłoby chyba najrozsądniejsze posunięcie.
-Mieliśmy się pobaaaawić- David automatycznie zostawił jedzenie. Zrobił smutną minę a ja popatrzyłam się na Justina. Pomachał głowa popierając młodego.
-Zostań, może coś zjesz?- ścisnął oczy i podrapał się po tyle głowy. Widziałam, że żałował swojego zachowania i nie wiedział co ma zrobić.
-Nie dziękuję. Jadłam.- usiadłam na krześle obok Davida i uśmiechnęłam się, gdy ten jak tylko zobaczył, że postanowiłam jeszcze zostać, wrócił beztrosko do jedzenia.
-Ehm, przepraszam, zaraz wrócę- Justin wyszedł z kuchni, w progu głęboko wciągając powietrze. Wpatrywałam się jak mały je. Był takim słodkim dzieckiem, a ja uwielbiałam dzieci. Zawsze opiekowałam się kuzynką. Gdy David zjadł wstawiłam talerzyk i kubek do zlewu i poszliśmy do salonu, żeby włączyć bajkę. Gdy chłopczyk był już całkowicie zajęty telewizorem, postanowiłam znaleźć Justina. Znalazłam go na tarasie, stał oparty o ściankę obok drzwi i palił papierosa.
-Mogę?- wskazałam na papierosa a Justin bez zastanowienia wręczył mi do ręki do połowy spaloną fajkę.
-Palisz?- podeszłam do stolika na, którym stała popielniczka i zagasiłam w niej papierosa. Patrzył na mnie bez żadnej emocji na twarzy, gdy stanęłam z powrotem obok niego.
-Nie. Nienawidzę tego.- Justin skrzyżował ręce na klatce piersiowej, cały czas mi się przyglądając.
-Sorry za to.. za.
-Ok.- spojrzał na mnie gwałtownym ruchem głowy, gdy usłyszał, że bez żadnego ale przyjęłam przeprosiny, widziałam jak go to męczyło. I zasłużył na to, ale nie mogłam na to patrzeć.
-Ronnie..- chciał do mnie podejść ale w tym momencie zaczął właśnie dzwonić telefon. Justin sięgnął po niego i odebrał.
- Nie mogę.Pilnuję Davida, nie dam rady- oparł się i mi się przyglądał.
-Zostanę z nim- wyrwało się to ze mnie zanim pomyślałam, ale nie był to taki zły pomysł. Z chęcią z nim zostanę, jest uroczy. Justin kazał poczekać rozmówcy i zakrył słuchawkę dłonią.
-Nie chcę żebyś..
-To nie problem, David jest grzeczny.
-Załatwię to najszybciej jak tylko mogę- uśmiechnęłam się kiwając potwierdzająco głową. To mnie zaczynało przerażać jak ten chłopak mi się podoba. I przez to chyba wszystko mu wybaczałam. Usprawiedliwiałam go przed samą sobą.
______________________________________________________
Mama nadzieję, że rozdział będzie okey, jeśli się wam podoba zapraszam do komentowania, to wiele daje.
A po drugie to weeeeeesołych Świąt. Dużo miłości, szczęścia, przyjaźni, uśmiechu na twarzach, porządnego lania się jutro wodą, dobrych ocen w szkole xd, spotkania z idolem <3
Wesołych Świąt :*
ta koszulka jest świetna xd
